Aktualności

Komentarz ZPP: Jedni zyskają, inni zapłacą. ZPP o zapowiadanej reformie podatkowej

  • Pozytywnie należy ocenić próbę złagodzenia progresji podatkowej dla części klasy średniej oraz wskazanie źródeł finansowania tej zmiany.
  • Wprowadzenie stawki PIT w wysokości 24 proc. wyłącznie dla dochodów od 130 tys. do 150 tys. zł tworzy jednak sztuczny, bardzo wąski przedział i dodatkowo komplikuje system podatkowy.
  • Zapowiedziane rozwiązania nie odpowiadają na strukturalne problemy systemu podatkowego i finansów publicznych. Zamiast kompleksowej reformy proponują przede wszystkim przesunięcie obciążeń pomiędzy poszczególnymi grupami podatników.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców dostrzega pozytywne elementy przedstawionych propozycji. Podwyższenie pierwszego progu podatkowego ze 120 tys. do 130 tys. zł oraz objęcie dochodów pomiędzy 130 tys. a 150 tys. zł stawką 24 proc., zamiast 32 proc., złagodzi progresję podatkową wobec części pracowników należących do klasy średniej. Kierunek ten zasługuje na ostrożnie pozytywną ocenę, ponieważ obowiązujący system podatkowo-składkowy nadmiernie obciąża pracę, w szczególności dochody osiągane na podstawie umowy o pracę.

Należy również docenić, że przedstawiając propozycję, wskazano źródła pokrycia ubytku w dochodach publicznych. Korzyści dla jednej grupy podatników mają zostać sfinansowane m.in. przez podwyższenie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz zwiększenie stawki CIT z 19 do 22 proc. dla największych przedsiębiorstw – osiągających przychody przekraczające równowartość 50 mln euro. Jest to bardziej odpowiedzialne niż proponowanie obniżki bez wskazania sposobu jej sfinansowania. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mamy do czynienia z obniżeniem ogólnego poziomu opodatkowania, lecz z przeniesieniem części ciężaru na inne grupy podatników. Na uwagę zasługuje również fakt, że podwyżka CIT nie obejmie mikroprzedsiębiorstw, a zatem reforma nie uderzy bezpośrednio w polski mikrobiznes. Jej skutki odczują natomiast nie tylko największe korporacje, lecz również część średnich przedsiębiorstw przekraczających wskazany próg przychodowy, dla których wzrost stawki CIT może oznaczać ograniczenie środków przeznaczanych na rozwój i inwestycje.

Pierwszy problem: kolejny sztuczny przedział podatkowy

Trudno znaleźć przekonujące uzasadnienie dla wprowadzenia stawki PIT w wysokości 24 proc. wyłącznie w przedziale pomiędzy 130 tys. a 150 tys. zł rocznego dochodu. Różnica pomiędzy progami wynosi zaledwie 20 tys. zł. Powstaje więc dodatkowy, bardzo wąski przedział, który nie upraszcza skali podatkowej, lecz czyni ją jeszcze mniej przejrzystą.

Podwyższenie pierwszego progu ze 120 tys. do 130 tys. zł oznacza jego wzrost jedynie o około 8,3 proc. Maksymalna korzyść wynikająca z nowych zasad ma natomiast wynieść 3,6 tys. zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie. Reforma obejmie przede wszystkim osoby uzyskujące wyższe dochody, podczas gdy podatnicy o niskich i średnich wynagrodzeniach nie odczują istotnej poprawy. Zamiast całościowej korekty systemu otrzymujemy zatem ograniczoną ulgę dla jednej grupy, finansowaną zwiększeniem obciążeń innych podatników i przedsiębiorstw.

Zapowiedź nie realizuje również wcześniejszej obietnicy podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Zamiast rozwiązania obejmującego szerzej podatników o niskich i średnich dochodach proponowana jest ograniczona korekta skali, skierowana do osób osiągających dochody powyżej 120 tys. zł. Jest to złagodzenie jednego z najbardziej widocznych problemów, a nie systemowa reforma opodatkowania pracy.

Drugi problem: ograniczenie ryczałtu i brak stabilności prawa

Krytycznie należy ocenić zapowiedź obniżenia limitu przychodów uprawniającego do korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych z 2 mln euro do 250 tys. euro. Ryczałt jest jedną z najprostszych form opodatkowania działalności gospodarczej. Państwo najpierw znacząco rozszerzyło możliwość jego stosowania, a obecnie planuje powrót do wielokrotnie niższego limitu.

Zmiana zmusi część przedsiębiorców do ponownego wyboru formy opodatkowania oraz dostosowania sposobu prowadzenia rozliczeń. Generuje to niepewność i podważa zaufanie do stabilności polityki podatkowej. Ograniczenie dostępu do prostej formy rozliczenia pozostaje również trudne do pogodzenia z deklarowanym dążeniem do upraszczania warunków prowadzenia działalności gospodarczej.

Brak odpowiedzi na problemy finansów publicznych

Przy deficycie budżetu państwa wynoszącym po siedmiu miesiącach roku około 140 mld zł neutralna budżetowo zmiana nie rozwiązuje problemu stanu finansów publicznych. Nie zapewnia nowych dochodów netto ani nie odpowiada na potrzebę racjonalizacji wydatków. Podwyższenie daniny solidarnościowej i CIT ma przede wszystkim sfinansować ulgę przyznaną innej grupie podatników.

Warto jednocześnie pamiętać, że ekonomiczny koszt podwyższenia CIT nie musi pozostać wyłącznie po stronie przedsiębiorstw. W określonym stopniu może zostać przeniesiony na ceny, dostawców, pracowników albo ograniczenie inwestycji. Podwyżki CIT nie należy więc traktować jako rozwiązania całkowicie obojętnego dla pozostałych uczestników gospodarki.

Zapowiedziane zmiany mają zatem dwoisty charakter. Z jednej strony łagodzą progresję wobec części klasy średniej i wskazują źródła finansowania tej korzyści, niewątpliwie jest to krok we właściwym kierunku. Z drugiej – tworzą kolejny próg PIT, podnoszą obciążenia największych przedsiębiorstw i najlepiej zarabiających osób oraz ograniczają dostęp do prostej formy opodatkowania działalności.

Nie jest to niestety kompleksowa reforma systemu podatkowego. Propozycja nie usuwa jego podstawowych wad, nie zapewnia większej stabilności i nie bilansuje finansów publicznych. Potrzebna jest szersza zmiana, która ograniczy nadmierne opodatkowanie pracy, uprości rozliczenia, zapewni przedsiębiorcom przewidywalne warunki działalności oraz trwale uporządkuje dochody i wydatki państwa.