Obietnice wyborcze – ocena Lewiatana różnych obietnic wyborczych składanych przez partie.

Opodatkowanie aktywów banków – czy znowu chodzi o wsparcie SKOK?

W 2011 r. PiS złożyło w Sejmie RP poselski projekt ustawy o podatku od niektórych instytucji finansowych (druk nr 121), w którym zawarło konkretne rozwiązanie dotyczące opodatkowania banków i innych instytucji finansowych. Załóżmy, że propozycja Andrzeja Dudy, która padła w czasie debaty telewizyjnej, a także padała w trakcie kampanii wyborczej przed 1. tura wyborów prezydenckich, opiera się na tym właśnie projekcie. A zakładał on opodatkowanie, w wysokości 0,39 proc., aktywów banków krajowych, oddziałów banków zagranicznych, oddziałów instytucji kredytowych (w rozumieniu ustawy – Prawo bankowe) oraz krajowych zakładów ubezpieczeń, krajowych zakładów reasekuracji, oddziałów i głównych oddziałów zagranicznych zakładów ubezpieczeń i zagranicznych oddziałów reasekuracji (w rozumieniu ustawy o działalności ubezpieczeniowej), a także – funduszy inwestycyjnych ( w rozumieniu ustawy o funduszach inwestycyjnych). Ustawa miała wejść w życie od 1 stycznia 2012 r. Sejm odrzucił tę ustawę na początku 2012 r. Czy deklarowanie przez Andrzeja Dudę opodatkowania aktywów banków może oznaczać powrót do tego projektu? Jeśli tak, to powrót do czego może oznaczać?

Zgodnie z projektem ustawy wniesionej do Sejmu przez PiS w 2011 r. na liście podmiotów mających zostać podatnikami podatku od instytucji finansowych nie znalazły się SKOKi. Znalazły się natomiast wszystkie inne banki, w tym banki spółdzielcze, które zgodnie z definicją zawartą w ustawie Prawo bankowe są bankami krajowymi. Konkurencją dla SKOKów nie były i nie są banki komercyjne, a właśnie banki spółdzielcze.

Wg danych GUS i KNF w Polsce działało w 2013 r. 571 banków spółdzielczych i 55 SKOKów. Wartość aktywów którymi banki spółdzielcze dysponowały w 2013 r. to 96,5 mld zł, czyli na jeden bank spółdzielczy przypadało 169 mln zł aktywów. Wartość aktywów SKOKów w tym czasie to 18,7 mld zł, czyli przeciętnie na jedną SKOK przypadało 340 mln zł – 2 razy więcej niż na jeden bank spółdzielczy. Opodatkowanie banków spółdzielczych w wysokości 0,39 proc. ich aktywów oznaczałoby zapłacenie przez te banki w 2013 r. ponad 376 mln zł, czyli ponad 50 proc. wypracowanego przez banki spółdzielcze zysku netto. Zysku, który zatrzymywany w tych bankach zwiększałby ich siłę kapitałową. W 2014 r. byłoby to prawie 410 mln zł, czyli prawie 53 proc. wypracowanego zysku netto. SKOKi natomiast nie miały zostać obciążone tym dodatkowym podatkiem, a tym samym mogłyby zwiększać swoja siłę kapitałową. A także, w sytuacji słabych wyników finansowych, nie pogarszałyby tej złej sytuacji, a jednocześnie osłabiałyby głównych konkurentów (w 2012 i 2013 r. część SKOKów zakończyła rok stratą finansową netto – w 2012 r. łącznie w wysokości 56,8 mln zł, w 2013 r. – 128,2 mln zł).

Andrzej Duda nie mówił o konkretach, więc nie wiemy, czy ma na myśli takie rozwiązania.

Warto jednak w tym momencie przypomnieć, że nie powinno się proponować prawa, które obejmuje tylko część podmiotów gospodarczych i obciążą je dodatkowymi daninami, a inne pozostawia w uprzywilejowanej pozycji. Ponadto należy myśleć nie tylko o wpływach do budżetu państwa z tych danin po to, aby pokryć koszty realizacji wielu obietnic wyborczych, ale warto myśleć o konsekwencjach dla klientów wprowadzenia podatku od aktywów, bo zapewne w części te dodatkowe daniny zostaną wliczone w ceny produktów. A także o konsekwencjach dla spółdzielców, członków banków spółdzielczych, którzy będą w takiej sytuacji, jeśli ona się zmaterializuje, podwójnie „poszkodowani”.

Pomagajmy rodzinom, ale inaczej

Prawo i Sprawiedliwość w swoim programie wyborczym zapowiedziało, że chce aby rodzice otrzymywali 500 zł miesięcznie na drugie i kolejne dziecko, a w mniej zamożnych rodzinach również na pierwsze dziecko.

Włączenie tematyki polityki rodzinnej do kampanii wyborczej to bardzo dobra wiadomość. Polska od lat zmaga się z problemem niskiej dzietności oraz ubóstwa w rodzinach wielodzietnych. Utrzymujący się od lat współczynnik dzietności na poziomie 1,3 przy malejącej grupie osób w wieku prokreacyjnym spowoduje gwałtowny spadek liczby ludności Polski i zmniejszenie podaży pracy. Przy malejącej liczbie pracowników, nie tylko nie będziemy w stanie się rozwijać, ale nawet utrzymać dotychczasowego poziomu produkcji. Dlatego potrzebujemy zbilansowania zasobów pracy w długim okresie, co umożliwi nam jedynie szybki wzrost wskaźnika dzietności do poziomu zastępowalności pokoleń, czyli do ok. 2,1, podniesienia wieku emerytalnego oraz poziomu aktywności zawodowej, a także wzrostu produktywności pracy. Same świadczenia pieniężne mogą nie przynieść realnego wzrostu dzietności, choć zapewne wpłyną na sytuację dochodową gospodarstw domowych rodzin z dziećmi.

Według europejskiego badania warunków życia tzw. EU-SILC2013 – w Polsce zagrożenie ubóstwem dotyczyło 12,7% dla gospodarstw domowych bez dzieci, 11,6% z jednym dzieckiem, 17,2% z dwojgiem dzieci i 37,3% z trójką dzieci. Widać z tego, że posiadanie więcej niż dwóch dzieci wyraźnie zwiększa poziom zagrożenia ubóstwem, dlatego właśnie te gospodarstwa powinny uzyskać wsparcie, ale niekoniecznie w postaci zasiłku. Zagrożenie ubóstwem w takich rodzinach wynika bowiem przede wszystkim z tego, że musi się ona utrzymać z dochodów jednej osoby, ponieważ druga zrezygnowała z pracy, żeby zająć się dziećmi. To brak dostępnych usług opieki, żłobków, przedszkoli, świetlic szkolnych, na które rodzice mogliby sobie pozwolić jest problemem. Podobnie jak niedostateczna elastyczność w zakresie możliwości godzenia pracy z innymi obowiązkami. Oferując takie rozwiązania dajemy większej liczbie osób możliwość zarabiania i trwałej poprawy sytuacji materialnej rodziny. Świadczenia pieniężne mogą mieć natomiast negatywny wpływ na aktywność zawodową, skłaniając część osób do wycofania z rynku pracy, skoro mają zapewnione dochody na wystarczającym poziomie.

Polska potrzebuje skutecznej polityki rodzinnej, nastawionej przede wszystkim na zwiększenie dzietności. Poprawa sytuacji materialnej rodzin z dziećmi powinna następować przez zwiększanie aktywności zawodowej prowadzącej do wzrostu dochodów z pracy. Wydatki na świadczenia należy ograniczyć do niezbędnego minimum, oferując wsparcie finansowe tylko rodzinom w trudnej sytuacji materialnej.

EURO

Przystąpienie Polski do strefy euro

Zastąpienie złotego przez euro przyniosłoby korzyści gospodarcze w postaci zmniejszenia ryzyka kursu walutowego, kosztów transakcyjnych i kosztu kapitału oraz korzyści polityczne w postaci silniejszej integracji z państwami strefy euro i w konsekwencji większego bezpieczeństwa państwa.

Wahania kursu walutowego utrudniają wymianę handlową i zwiększają ryzyko inwestycji oraz prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju. Od wahań kursowych można się ubezpieczyć, ale stanowi to dodatkowy koszt.

Niższy koszt kapitału byłby korzystny dla przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i państwa, bo obniżyłyby się koszty obsługi długów. Odsetki od długu publicznego pochłaniają rocznie blisko 40 mld zł, czyli 5 razy więcej niż wydajemy na badania naukowe.

Dostęp do nisko oprocentowanych kredytów może się stać pułapką, jeżeli korzystający z nich nadmiernie się zadłużą, ale miejmy nadzieję, że wyciągnęliśmy wnioski z kryzysu Grecji i nie popełnimy podobnego błędu. Jeżeli nie przystąpimy do strefy euro z obawy o brak rozsądku obywateli, przedsiębiorców i rządzących, to nie skorzystamy z szans jakie daje euro.

Niezależnie od tego, kiedy zamienimy złotego na euro, warunki przyjęcia do strefy euro warto spełnić jak najszybciej. Trwałe zrównoważenie finansów publicznych będzie korzystne dla naszej gospodarki nawet, jeżeli długo jeszcze będziemy posługiwać się własną walutą.

UBEZPIECZENIA EMERYTALNE I RENTOWE

Zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe.

To rozwiązanie w janosikowym stylu osłabiłoby jeszcze bardziej zaufanie do państwowego systemu emerytalnego.

Część polityków PiS proponuje znieść górny limit składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe a jednocześnie pozostawić limit podstawy, od której oblicza się wysokość emerytury. Upraszczając można powiedzieć, że osoby uzyskujące wynagrodzenie wyższe od 2,5-krotności przeciętnego wynagrodzenia nie otrzymywałyby emerytury w zamian za część wpłaconych składek. Wnioskodawcy uzasadniają tę propozycję potrzebą większej solidarności społecznej w systemie emerytalnym.

Przyjęcie takiego rozwiązania naruszyłoby fundamentalną zasadę obecnego systemu emerytalnego, zgodnie z którą emerytura jest proporcjonalna do wielkości wpłaconych składek i wzmocniłoby przekonanie, że wysokość naszych emerytur zależy bardziej od decyzji polityków niż od indywidualnej pracowitości i zapobiegliwości.

Nastąpiłoby więc dalsze osłabienie zaufania do państwowego systemu ubezpieczeń społecznych i szerzej- do wszystkich instytucji państwa. Konsekwencją byłoby osłabienie już obecnie niskiej dyscypliny fiskalnej, nasilenie zjawiska ukrywania dochodów i unikania płacenia podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.

Błędne jest założenie, że osoby o wysokich kwalifikacjach i wysokich dochodach zgodzą się bez oporu oddawać 28% wynagrodzenia nie uzyskując adekwatnych korzyści.

Należy przewidywać wzrost szarej strefy i szacowany przez wnioskodawców na 6 mld zł wzrost dochodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych można uznać więc za zawyżony.

Warto również zwrócić uwagę, że przyjmując takie rozwiązanie prowadzimy do sytuacji, w której biednym emerytom pomagać będą jedynie osoby mające duże dochody z pracy, ale nie osoby uzyskujące duże dochody z kapitału, bo tylko dochody z pracy są obciążone składkami emerytalnymi i rentowymi. Jeżeli chcemy być bardziej solidarni, to osobom biednym powinni pomagać wszyscy bogaci niezależnie od tego czy ich dochody pochodzą z pracy, czy inwestycji kapitałowych. Dlatego ewentualna dopłata do najniższych emerytur powinna być finansowana z powszechnych podatków, a nie ze składek emerytalnych.

Obniżenie wieku emerytalnego

Obniżenie ustawowego wieku emerytalnego byłoby szkodliwe, bo oznacza dużo niższe- szczególnie w przypadku kobiet- emerytury, wyższe podatki dla pracujących i wolniejszy wzrost gospodarczy, bo jedynym trwałym źródłem dobrobytu jest praca.

Utrzymywanie niskiego ustawowego wieku emerytalnego, mimo wydłużania się życia, doprowadziło do zwiększenia liczby emerytów i w konsekwencji do ogromnego deficytu funduszu emerytalnego.

Nasze państwo, w którym pracuje zaledwie 16 mln osób, a ponad 9 mln pobiera emerytury i renty, nie jest w stanie szybko się rozwijać. Finansowanie tak wielu świadczeń ogranicza możliwość finansowania inwestycji niezbędnych do modernizacji gospodarki i tworzenia nowych stanowisk pracy.

Zdecydowana większość Polaków w momencie osiągnięcia uprawnień do emerytury zaczyna ją pobierać, nawet jeżeli nadal pracują, więc jedynym wyjściem jest podniesienie ustawowego wieku emerytalnego.

Wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 55-64 lata w 2004 roku wynosił zaledwie 26% i należał do najniższych w Europie. Dzięki ograniczeniu możliwości przejścia na wczesną emeryturę wskaźnik ten wzrósł w 2014 roku do 44%. Dla porównania w Czechach wynosi 52% a w Szwecji- 74%.

Jak widać mamy jeszcze wiele do nadrobienia, a obniżenie wieku emerytalnego odwróciłoby ten korzystny trend.

Jeżeli przywrócimy wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, jak zapowiada prezydent elekt Andrzej Duda i kandydatka PiS na premiera Beata Szydło, poniesiemy dodatkowy koszt rzędu 50 mld zł w latach 2016-2020, czyli 10 mld zł rocznie. W kolejnych latach dodatkowe koszty będą rosły.

Po pierwsze, powstrzymanie procesu stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego pomimo wydłużania się życia spowoduje zwiększenie liczby osób uprawnionych do emerytury.

Po drugie, nasili się presja na waloryzację emerytur, bo większość kobiet przechodzących na emeryturę w wieku 60 lat otrzyma minimalne świadczenie. Wysokość emerytury zależy od przewidywanego czasu jej pobierania, a 60-letnia kobieta ma przed sobą średnio aż 23 lata życia.

Po trzecie, większy deficyt funduszu emerytalnego będzie wymagał zwiększenia opodatkowania pokolenia pracujących, co zmniejszy ich dochody i zwiększy motywację do emigracji.
Jeżeli chcemy uwzględnić szczególną sytuację osób, które bardzo wcześnie zaczęły pracę i mają długi staż pracy, zgromadziły składki wystarczające na akceptowaną przez nich emeryturę, a nie mają siły dalej pracować, to zamiast obniżać ustawowy wiek emerytalny dla wszystkich, powinniśmy umożliwić wcześniejsze pobieranie emerytury takim właśnie osobom.

Proponujemy, aby osoby opłacające składki emerytalne przez co najmniej 40 lat mogły skorzystać z wcześniejszej emerytury po ukończeniu 63 lat. Przy czym wiek ten powinien być podnoszony stopniowo wraz z wydłużaniem się naszego życia.

Wzrost konsumpcji jako koło zamachowe napędzające gospodarkę.

Biorąc pod uwagę niską skłonność Polaków do oszczędzania rząd powinien promować oszczędzanie i inwestycje a nie konsumpcję.

O przeznaczeniu dochodów na konsumpcję lub inwestycje decydują przede wszystkim obywatele, ale polityka rządu ma wpływ zarówno na stopę oszczędności jak i na ilość oraz efektywność inwestycji. W państwie takim jak Polska, które ma duże zasoby pracy i skromne zasoby kapitału, a mieszkańców cechuje silna skłonność do konsumpcji i słaba do oszczędzania, rząd powinien promować oszczędzanie i inwestycje. W Chinach sytuacja jest odwrotna i zachęcanie do zwiększenia konsumpcji jest zrozumiałe.

W Polsce oszczędności stanowią zaledwie 15% PKB a inwestycje około 20%. To zdecydowanie zbyt mało, biorąc pod uwagę nasze potrzeby modernizacji przedsiębiorstw i jednocześnie zwiększenia liczby stanowisk pracy. Niemieccy przedsiębiorcy dysponują 5 razy większym kapitałem na jednego pracownika niż polscy przedsiębiorcy i bez akumulacji kapitału nie sprostamy ich konkurencji. W państwach, które się rozwijały szybko w długim okresie, na przykład w Korei, oszczędności i inwestycje stanowiły około 30% PKB.

Zwiększenie stopy oszczędności krajowych jest potrzebne z trzech powodów: żeby umożliwić finansowanie inwestycji służących modernizacji gospodarki, żeby zysk z tych inwestycji pozostawał w kraju i żeby zmniejszyć uzależnienie od nastroju inwestorów zagranicznych i zmniejszyć ryzyko wstrząsów. Jeżeli inwestycje finansujemy oszczędnościami zagranicznymi, to dywidenda wypłacana właścicielom trafia za granicę. Oszczędności zagraniczne mogą stanowić uzupełnieniem oszczędności krajowych, ale nie powinny ich zastępować.

Część polityków i związkowców proponuje podniesienie świadczeń socjalnych i wymuszenie szybszego wzrostu wynagrodzeń tłumacząc, że spowoduje to wzrost konsumpcji i w konsekwencji wzrost produkcji i zatrudnienia.

Dlaczego więc to gospodarcze perpetuum mobile nie zostało uhonorowane ekonomicznym Noblem? Dlaczego inne państwa nie korzystają masowo z tej drogi na skróty do dobrobytu? Dlaczego państwa, które realizowały taką politykę, na przykład Grecja czy Portugalia, wpadły w recesję?

Odpowiedź jest prosta, ale politycy zabiegający o sympatię wyborców za wszelką cenę, nie chcą jej zaakceptować. Zwiększenie emerytur i zasiłków, wymaga zwiększenia opodatkowania osób pracujących, co powoduje wzrost kosztu pracy. Podobnie administracyjne wymuszenie szybszego wzrostu wynagrodzeń (poprzez szybkie podnoszenie minimalnego wynagrodzenia oraz zwiększanie zatrudnienia i płac w sektorze publicznym) powoduje wzrost kosztów produkcji, a co za tym idzie wzrostu cen produktów krajowych. W efekcie konsumpcja rośnie, ale coraz większa jej część zaspokajana jest importem. Grecy i Portugalczycy mając większe dochody kupowali coraz więcej sprzętu gospodarstwa domowego i samochodów z zagranicy.

Wzrost gospodarczy w krótkim okresie można również przyspieszyć zwiększając konsumpcję na kredyt zaciągany przez gospodarstwa domowe lub rząd. Ale to prowadzi do wzrostu zadłużenia i ponadproporcjonalnego zwiększenia kosztów obsługi długów. Czym większe bowiem zadłużenie państwa lub rodziny, tym większe ryzyko niewypłacalności, więc kredytodawcy żądają wyższych odsetek. W efekcie po latach tłustych w czasach konsumpcji na kredyt, muszą przyjść lata chude w czasie spłaty kredytu. Grecja jest najlepszym tego przykładem.

Wzrost gospodarczy w długim okresie wymaga wzrostu produktywności i utrzymania wysokiego wskaźnika zatrudnienia. A jeżeli chcemy zwiększyć jednocześnie wydajność pracy i zatrudnienie, musimy więcej i mądrzej inwestować. Tymczasem Polskę cechuje niska stopa oszczędności i inwestycji. W takiej sytuacji priorytetem powinno być zwiększenie oszczędności i inwestycji a nie konsumpcji.

RYNEK PRACY

Podwyższenie płacy minimalnej do 50 proc. średniego wynagrodzenia

Konfederacja Lewiatan jest przeciwna wymuszonemu, przyspieszonemu windowaniu poziomu wynagrodzenia minimalnego do jakiejś założonej, umownej wartości, ponieważ może to negatywnie oddziaływać na rynek pracy i gospodarkę polską. Zamiast wzrostu dochodów najsłabiej zarabiających może doprowadzić do likwidacji miejsc pracy lub ucieczki w szarą strefę zatrudnienia.
Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę gwarantuje systematyczny wzrost płacy minimalnej o wartość wskaźnika wzrostu cen oraz, o ile poziom płacy minimalnej jest niższy od połowy wysokości przeciętnego wynagrodzenia, dodatkowo o 2/3 wskaźnika prognozowanego realnego przyrostu produktu krajowego brutto. Funkcjonujący obecnie zapis zakłada zatem zrównoważony poziom wzrostu wynagrodzenia minimalnego, który uwzględnia zarówno wzrost kosztów utrzymania wyrażony wskaźnikiem wzrostu cen, jak i wzrost społecznej produktywności pracy, wyrażony wzrostem Produktu Krajowego Brutto.

Dotychczasowa praktyka ustalania minimalnego wynagrodzenia w poszczególnych latach pokazuje bardzo zróżnicowane tempo wzrostu wynagrodzenia minimalnego (od 3,0% do 20,3%). Dynamika minimalnego wynagrodzenia była na ogół wyższa niż dynamika przeciętnego wynagrodzenia (za wyjątkiem lat 2005 i 2007). Dynamika wzrostu wynagrodzenia minimalnego przewyższyła również znacznie wzrost kosztów utrzymania mierzony wskaźnikiem inflacji konsumenckiej (CPI), co najmniej utrzymując, a zwykle zwiększając siłę nabywczą tego wynagrodzenia.

Od 2009 r., czyli mimo wyraźnego spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego i pogorszenia sytuacji na rynku pracy płaca minimalna wzrosła o 55% ( 624 zł, z poziomu 1126 zł do poziomu 1750 zł w 2015 r.). Porównując dane Eurostat można zaobserwować, że Polska należała do krajów UE, w których płaca minimalna szybko wzrastała. Obecnie w UE niższa płaca minimalna niż w Polsce występuje w 9 krajach na 22, które taką płacę ustalają (Bułgaria, Rumunia, Litwa, Węgry, Czechy, Łotwa, Słowacja, Estonia, Chorwacja, a jeżeli do przeliczenia użyć standardów siły nabywczej, również Portugalia). Warto zauważyć, że w Polsce mamy najwyższą płace minimalną wśród krajów naszego regionu. Może to wpływać negatywnie na konkurencyjność polskiej gospodarki, w stosunku do państw sąsiednich, zwłaszcza w kontekście czynników decydujących o lokalizacji inwestycji.

Z analiz Instytutu Badań Strukturalnych wynika, że w okresie 2002-2013 przeciętnie ok. 116 tys. osób w wieku od 15 do 54 lat traciło rokrocznie zatrudnienie, ze względu na wzrost płacy minimalnej. Podwyższanie płacy minimalnej powodowało, że pracownicy do tej pory pracujący na stałe, częściej przepływali do pracy w oparciu o umowę czasową. Przeciętnie oznaczało to 10 tys. przepływów rocznie więcej w tym kierunku[1]. Należy założyć, że szybszy, gwałtowny wzrost poziomu płacy minimalnej może znacząco zwiększyć skalę tych negatywnych zjawiska.

Dopłacanie do wynagrodzeń pracowników, którzy zostali zatrudnieni przez pracodawcę i otrzymują wynagrodzenie w wysokości minimalnego wynagrodzenia – szczegółów brak, to z wypowiedzi Premier Kopacz wczoraj w czasie jednego ze spotkań. Informacja i przekaz Pani Premier – bardzo mało precyzyjny

Dopłacanie do wynagrodzeń najsłabiej zarabiających może być rozważane jako element systemu wsparcia osób w najtrudniejszej sytuacji, o ile zostanie w racjonalny sposób wpisane w system zabezpieczenia społecznego, który zostanie poddany reformie nastawionej na zwiększenie efektywności świadczeń społecznych w ograniczaniu ubóstwa i wykluczenia społecznego.

Propozycja jest zarysowana w sposób bardzo ogólny. Niemniej, należy zauważyć, że w obecnej sytuacji podjęcie pracy, często wiąże się z utratą otrzymywanych dotąd świadczeń społecznych. W efekcie powstaje tzw. pułapka ubóstwa wynikająca z wysokiej pracy progowej, przy której opłacałoby się podjąć zatrudnienie osobom korzystającym ze świadczeń społecznych. Wysokość utraconych świadczeń zmniejsza bowiem „zysk” z podjęcia pracy. W związku z tym wiele osób utrzymujących się ze świadczeń uznaje, że nie opłaca im się podejmować pracy i pozostaje w bezrobociu lub bierności zawodowej, co rodzi szereg negatywnych konsekwencji społecznych. Należy zatem rozważyć zmianę systemu zabezpieczenia społecznego w kierunku zwiększenia skłonności do podejmowania pracy. Dopłaty do najniższych wynagrodzeń w gospodarstwach domowych doświadczających trudności materialnych mogłoby być elementem takiego systemu, jednak wymaga doprecyzowania.

Ograniczenie stosowania umów cywilnoprawnych przy zachowaniu elastyczności rynku pracy

Nie należy całkowicie eliminować możliwości zawierania umów cywilno-prawnych, ale ograniczyć ich stosowanie w sytuacjach, w których faktycznie mamy do czynienia z zatrudnieniem, o cechach umowy o pracę. W tym celu należy przede wszystkim zmniejszyć lukę w kosztach zastosowania obu rodzajów umów oraz zmniejszyć presję na minimalizowanie kosztów pracy, która ze sfery zamówień publicznych przeniosła się na przeważającą większość transakcji rynkowych.

Pierwsze kroki, których efekty powinny być widoczne wkrótce zostały już uczynione. Od nowego roku wprowadzone będzie oskładkowanie wszystkich umów zleceń do wysokości płacy minimalnej. Wprowadzono także możliwość stawiania w zamówieniach publicznych wymogu zatrudnienia na umowę o pracę, kiedy charakter pracy tego wymaga oraz kwestionowania rażąco niskiej ceny o ile kosztów pracy nie skalkulowano na podstawie co najmniej stawki płacy minimalnej. Należy zwiększyć atrakcyjność standardowej umowy poprzez stworzenie tzw. jednolitej umowy o pracę, w ramach której poziom zabezpieczenia pracownika rósłby wraz ze stażem pracy. To jest rozwiązanie, które obie strony – pracodawcy i pracownicy mogliby zaakceptować, bo zapewnia pracownikom większą stabilność, a upraszczając zatrudnienie – eliminuje szereg problemów biurokratycznych, na które skarżą się pracodawcy. W końcu należy obniżyć klin podatkowy dla osób najmniej zarabiających, bo to właśnie w segmencie prac niskopłatnych w największym stopniu nadużywa się umów cywilnych. Nie należy zapominać, że stosowanie umów cywilnych w sposób niezgodny z prawem jest zagrożone sankcjami. Niestety dotychczasowa efektywność organów kontroli spowodowała, że większość takich praktyk pozostawała bezkarna. Należy doprowadzić do nieuchronność sankcji jako głównego czynnika zniechęcającego do tych nielegalnych praktyk.

OGRANICZANIE STOSOWANIA UMÓW CYWILNYCH

Konfederacja Lewiatan jest przeciwna ograniczaniu stosowania umów cywilnych przez wprowadzanie rozwiązań prawnych, które zawężałyby lub wręcz likwidowały tego rodzaju umowy. Należy pozostawić w obrocie prawnym różne formy zatrudnienia.

Natomiast należy zwalczać wszelkie nadużycia w tym zakresie, gdyż nie służy to zdrowej konkurencji i poprawie kondycji gospodarki.

Nie może być tak, że przedsiębiorcy zamieniają pracownikom etat na umowę zlecenia lub umowę o dzieło tylko dlatego, że chcą ograniczać koszty. Z drugiej strony, jeśli charakter pracy uzasadnia zastosowanie umowy cywilnej, to nie można pracodawcy pozbawiać możliwości zastosowania tej formy zatrudnienia niepracowniczego.

Właściwym instrumentem powinny być kontrole właściwych organów, zwłaszcza Państwowej Inspekcji Pracy, w tym podejmowana przez ten organ działalność prewencyjna, głównie szeroka kampania informacyjna pokazująca dobre i złe praktyki.

Jeśli chodzi o zmianę regulacji prawnych, to jednym ze sposobów na ograniczenie umów cywilnoprawnych jest stworzenie jednej ramowej umowy o pracę i uzależnienie długości okresów wypowiedzenia od stażu pracy (nie zaś od rodzaju umowy łączącej strony). Wówczas zwiększy się gwarancja zatrudnienia i ustabilizuje sytuacja pracowników. Przy tej okazji trzeba też dostosować przepisy Kodeksu pracy do dzisiejszych realiów, aby był elastyczny i pozwalał na kształtowanie warunków zatrudnienia stosownie do potrzeb pracodawców i pracowników na szczeblu zakładu pracy (dobrym kierunkiem zmian jest nowelizacja przepisów Kodeksu pracy dotycząca czasu pracy).

Mamy złe myślenie o prawie pracy, bo chcemy zakazywać, ograniczać elastyczność, natomiast nie myślimy, co zrobić, żeby zlikwidować (ograniczyć) bariery zniechęcające do zatrudniania pracowniczego, zwłaszcza w formule tradycyjnej – to jest bezterminowo i na pełny etat.

Kwestie zatrudnienia nie powinny wkraczać w reżim cywilnoprawny.

OGRANICZENIE WYŁUDZEŃ VAT

Szacunki dotyczące luki podatkowej w podatku VAT w 2014 roku wynoszą od 40 do 60 mld zł. Luką podatkowa jest różnica pomiędzy wpływami z podatku, które powinny zostać teoretycznie osiągnięte, jeśli wszyscy podatnicy zadeklarowaliby i uregulowaliby podatek zgodnie z obowiązującym prawem, a kwotą wpływów faktycznie uzyskanych. W Polsce czynnikami, które determinują wysokość luki podatkowej są:

  • szara strefa – rozumiana jako działalność gospodarcza i uzyskiwanie dochodów z działalności niezakazanej przez prawo, nieujawniona organom państwowym w celu uniknięcia obciążeń podatkowych;
  • oszustwa podatkowe – będące przestępstwem, popełnianym w celu uzyskaniu korzyści majątkowych – wyłudzeniem nienależnych zwrotów podatku przy wykorzystaniu elementów konstrukcyjnych podatku VAT.

Innymi czynnikami, mającymi wpływ na wysokość luki podatkowej są:

  • legalne optymalizacje podatkowe;
  • błędy w rozliczeniach podatników spowodowane skomplikowaniem przepisów.

Nie jest możliwe całkowite wyeliminowanie luki podatkowej, niemniej rząd winien podjęć wzmożone wysiłki w celu ograniczenia przestępstw gospodarczych, które opierają się na wyłudzeniach podatku. Ich znaczne zredukowanie, pozwoli sfinansować wiele wydatków budżetowych, których obecnie realizacja nie jest możliwa. Wielkość traconych przez Państwo pieniędzy wyraźnie widać przy zestawieniu wartości luki podatkowej z wpływami budżetowymi z tytułu poszczególnych podatków.

Niebezpieczeństwa jakie niosą za sobą oszustwa w podatku VAT to przede wszystkim zmniejszenie wpływów budżetowych. Ich ubytek organy skarbowe próbują „nadrobić” poprzez wzmożone kontrole uczciwych podatników i zwiększenie szczegółowości i uciążliwości tych kontroli. Często kontrolujący obciążają działalnością oszustów uczciwych podatników, którzy zostali nieświadomie wciągnięci w oszukańczy proceder (tzw. karuzelę podatkową). Ponadto oszustwa zaburzają konkurencję na rynku. Podmioty, które korzystają z pieniędzy należnych państwu mają przewagę konkurencyjną. Dysponują większą ilością gotówki oraz mogą oferować produkty tańsze o wysokość podatku VAT. W długiem terminie powoduje to wykluczenie z rynku firm, które działają zgodnie z przepisami.

Walka z przestępczością gospodarczą nie jest łatwa i stanowi duże wyzwanie dla organów państwa. Nie ma prostych mechanizmów i rozwiązań, które spowodują ich ograniczenie, co w konsekwencji może prowadzić do sytuacji, w której podjęcie odważnych działań może pośrednio uderzać w legalnie działające firmy. Zatem, wprowadzając rozwiązania mające uniemożliwić oszustwa w podatku VAT, należy w pierwszej kolejności brać pod uwagę wpływ, jaki będą one miały na wszystkich uczestników obrotu. W przeciwnym razie podejmowane działania mogą stanowić znaczące utrudnienie dla prowadzenia legalnej działalności gospodarczej.

Obecnie stosowane rozwiązania, takie jak mechanizm reverse charge czy solidarna odpowiedzialność nabywcy za zobowiązania sprzedawcy, mogą w jakimś stopniu przyczynić się do ograniczenia wyłudzeń, niemniej nie są to rozwiązania systemowe i co do zasady wprowadzane są sektorowo w określonych branżach, gdzie wyłudzenia już zostały dokonane. Mechanizm reverse charge stanowi odstępstwo od ogólnej zasady rozliczenia podatku VAT i może być stosowany jedynie w drodze wyjątku na podstawie zgody Rady Europejskiej wydawanej na wniosek Komisji Europejskiej. Zastosowanie tego mechanizmu w jednej branży np. handel złomem, powoduje zainteresowanie przestępców innym towarem.

Solidarna odpowiedzialność nabywcy za zobowiązania sprzedawcy jest stosowana obecnie w takich branżach jak obrót wyrobami stalowymi, złotem i paliwami. Celem tego rozwiązania jest przeniesienie odpowiedzialności na nabywcę za wyłudzony VAT przez sprzedawcę, w przypadku kiedy „nabywca miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę towarów lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego, jeżeli okoliczności towarzyszące tej dostawie towarów lub warunki, na jakich została ona dokonana, odbiegały od okoliczności lub warunków zwykle występujących w obrocie tymi towarami, w szczególności jeżeli cena za dostarczone podatnikowi towary była bez uzasadnienia ekonomicznego niższa od ich wartości rynkowej.”

Przepisy te weszły w życie 1 października 2013 r. i jak do tej pory nie ma danych na temat ich skuteczności. Nawet jeżeli rozwiązanie może wydawać się skutecznym narzędziem ograniczającym pole działania oszustom, to należy mieć na uwadze, że stanowi ono duże zagrożenie dla uczciwych firm.

Wśród wskazywanych rozwiązań, które mogłoby skutecznie zapobiec wyłudzeniom, jest wprowadzanie centralnej ewidencji faktur i rejestrów VAT. Za pomocą systemu podatnicy wystawialiby faktury lub rejestrowaliby te wystawione poza nim. Umożliwiłoby to identyfikację nieprawidłowości w czasie rzeczywistym, dzięki czemu organy podatkowe na bieżąco mogłyby śledzić podejrzane transakcje. System miałby także umożliwiać generowanie deklaracji VAT. Zwolennicy tego rozwiązania wskazują, że jego połącznie z systemami bankowymi byłby najskuteczniejszym sposobem śledzenia działalności oszustów. Niemniej, należy mieć na uwadze, że wprowadzenie centralnej ewidencji faktur wiązałoby się z ogromnymi kosztami jej uruchomienia, ryzykiem błędów i nieszczelności występujących na wczesnym etapie funkcjonowania, ryzykiem utraty danych wrażliwych, ryzykiem prób wyłudzania od osób mających dostęp to systemu danych gospodarczych (np. cen stosowanych przez konkurencję), kosztami modyfikacji systemów do rozliczania podatków, które musieliby ponieść podatnicy. Ryzyka z jakimi wiąże się z wprowadzeniem wskazanego rozwiązania nie pozwalają na uznanie go za dobry sposób walki z oszustwami.

Inną metodą walki z wyłudzeniami jest rozdzielenie płatności VAT (split payment). Mechanizm ten, polega na płaceniu podatku VAT przez nabywcę na konto podatnika będące nadzorowane przez organy podatkowe, a kwotę netto sprzedawcy. Warunkiem funkcjonowania mechanizmu rozdzielenia płatności VAT jest wyeliminowaniu rozliczeń gotówkowych między podatnikami. Wydaje się, że to rozwiązanie byłoby najmniej uciążliwe dla podatników i skuteczne jeżeli chodzi o wyeliminowanie oszustw. Niemniej, jego wadę stanowi ograniczenie płynności przedsiębiorstw, poprzez ograniczenie możliwości dysponowania kwotą podatku VAT.

Uwzględniając, że oszustwa dokonywane są przez podmioty specjalnie do tego celu rejestrowane, metodą na szybsze uzyskanie informacji przez organy podatkowe o nadużyciach jest rezygnacja
z kwartalnych rozliczeń podatku VAT. Konieczność składania deklaracji miesięcznych umożliwi szybszą reakcję organów podatkowych oraz ograniczy czas, w którym przestępca dokonuje oszukańczych transakcji. Konsekwencją tego rozwiązania będzie pogorszenie sytuacji podatników uczciwych, którzy korzystają z rozliczeń kwartalnych.

Reasumując, skala wyłudzeń w podatku VAT wymaga podjęcia działań, które ten proceder zahamują. Jak wskazano powyżej, nie jest to zagadnienie łatwe i wprowadzenie którychkolwiek
z opisanych rozwiązań nie gwarantuje powadzenia, a wszystkie z nich wiążą się z trudnościami lub kosztami dla uczciwych podatników. Istotne jest, aby przy wykorzystaniu obecnych możliwości
i zasobów administracji państwowej skutecznie prowadzić walkę ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, zajmującymi się przestępczością gospodarczą. Organy skarbowe powinny zostać wsparte przez organy ścigania i wspólnie skierowane do walki z oszustami. Przewlekłe i wnikliwe kontrole uczciwych firm nie zrekompensują ubytków budżetowych spowodowanych oszustwami, dlatego też pilnie należy dokonać reorganizacji administracji i jej „siły” skierować na walkę z wyłudzeniami VAT.

PROPOZYCJE PRZEDWYBORCZE ZDROWIE

  1. Podwyższenie składki zdrowotnej o 2pkt %
    Konieczność podwyższenia składki wynika z konsekwencji związanych z demografią oraz związanymi z tym wzrastającymi kosztami leczenia. W ocenie wielu ekspertów jest to konieczność bez której w najbliższym czasie możemy mieć do czynienia z załamaniem budżetu NFZ.
  2. Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia
    Postulat, z którym w pewnym zakresie zgadzamy się. Nie stoimy jednakże na skrajnym stanowisku zupełnej likwidacji i przejęcia środków finansowych przez państwo (wprowadzenie finansowania budżetowego). W naszej ocenie należy do istniejącego systemu dopuścić inne podmioty, aby wprowadzić „zdrową” konkurencję. Zamiast likwidacji należy urealnić koszyk świadczeń zdrowotnych oraz wprowadzić dopłaty i dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne.
  3. Finansowanie z budżetu + rozliczanie Rządu raz do roku z poniesionych wydatków
    Pomysł dotyczący ponownego wprowadzenia systemu finansowania opieki zdrowotnej z budżetu państwa jest propozycją, z którą nie można się zgodzić. Taka forma funkcjonowała już wcześniej i jeszcze bardzie uzależnia opiekę zdrowotną od państwa. Już od dłuższego czasu obserwujemy arbitralność w podejmowaniu decyzji w tym obszarze przez administrację państwową i pomijanie zarówno środowiska medycznego, jak i samych pacjentów przy dokonywaniu zmian w zakresie świadczeń zdrowotnych finansowanych ze składki obywateli.
    Powrót do finansowania z budżetu ponownie wprowadzi nas w tory socjalistycznego myślenia, że władza wie lepiej co jest dla nas obywateli najlepsze.
    Po drugie takie finansowanie wiąże się z koniecznością corocznego ustalania kwoty przeznaczonej na świadczenia zdrowotne w budżecie państwa. Przy dzisiejszych problemach budżetowych nie widzę szans, aby kwota przeznaczana na opiekę zdrowotną zwiększyła się. Obawiam się nawet, że będą zakusy żeby kwotę tą obniżyć.
  4. Prawo do opieki zdrowotnej dla wszystkich obywateli, zniesienie ubezpieczenia zdrowotnego
    Na dzisiaj praktycznie każdy obywatel jest ubezpieczony (płaci sam, jego pracodawca, a za bezrobotnego – budżet państwa). Tym samym właściwie to żaden postulat. W mojej ocenie należy przeanalizować przepisy i wprowadzić racjonalne obowiązki (samozatrudnieni, KRUS etc.)
  5. Za opiekę zdrowotną w regionach mają odpowiadać wojewodowie, szpitale publiczne zarządzane jako sieć
    Zmiana przepisów w 2014 roku już zwiększyła odpowiedzialność wojewodów. To oni mają budować mapy potrzeb zdrowotnych dla regionów.
    Zarządzanie szpital publicznych musi ulec racjonalizacji, szczególnie w sytuacji gdy od lat NFZ ponad połowę pieniędzy wydaje na świadczenia szpitalne, a ilość łózek szpitalnych jest zbyt duża.
  6. Ryczałtowe dopłaty do leków refundowanych i wprowadzenie limitu wydatków na osobę
    Zmiana w systemie refundacji jest konieczna. Wprowadzenie „przymusu” ciągłego obniżania cen leków przez producentów nie wpływa na zmniejszenie wydatków pacjenta. Zaproponowane mechanizmy chronią wyłącznie budżet NFZ. Koszty refundacji zostały przerzucone na producentów, hurtownie, apteki no i oczywiście na pacjentów.
  7. Faworyzowanie krajowych producentów leków i aptek indywidualnych
    Pierwszy postulat bardzo słuszny. W naszej opinii konieczne jest stworzenie polityki lekowej państwa i wykorzystanie potencjału polskich przedsiębiorców. W zakresie aptek indywidualnych zalecana jest daleko posunięta ostrożność. Wprowadzenie w tym segmencie wolności gospodarczej spowodowało zróżnicowanie własnościowe. Postulujemy wprowadzenie realnej opieki farmaceutycznej, która da możliwość rozwoju aptek i otwarcie na prowadzenie działań m.in. w zakresie profilaktyki zdrowia.
dyplom
Wielkopolski Związek Pracodawców Lewiatan
ul. Grunwaldzka 104
60-307 Poznań
tel. 61 657 60 51
tel. 691 98 68 68
biuro@wzp.org.pl
www.wzp.org.pl
konfederacja lewiatan
Copyright by MindsEater